O autorze
Moja praca to moja pasja. Po czterech latach pisania do gazet i magazynów, odkryłam telewizję. I zakochałam się w niej bez reszty. Pracuję w Dzień Dobry TVN - tworzę program, a także realizuję własne materiały. Chcę nagłaśniać druzgocący wpływ konfliktów etnicznych, religijnych i terytorialnych na życie zwykłych obywateli; pochylić się nad sytuacją kobiet w Polsce i za granicą oraz przyjrzeć się tym mniejszościom i grupom społecznym, które nie krzyczą dostatecznie głośno, więc nikt ich nie dostrzega.

Raz, dwa, trzy – dzisiaj bielszy będziesz ty!

http://pl.freepik.com
Rynek kosmetyków wybielających w Wielkiej Brytanii to biznes wart miliony funtów! Ale i na półki polskich drogerii sukcesywnie wkraczają toniki, mleczka i kremy zawierające substancje depigmentacyjne. Czy to znaczy, że obiegowa opinia "udany urlop to porządna opalenizna" będzie odchodziła do lamusa? I zawita u nas kult jasnej skóry?

O istnieniu kosmetyków wybielających nie miałam pojęcia do momentu wizyty w Tajlandii. W drogerii na Khao San Road (turystyczna mekka) są specjalne, bardzo dobrze zaopatrzone sekcje, gdzie znane międzynarodowe marki (te luksusowe i te z niższej półki) oferują kosmetyki rozjaśniające – i do skóry twarzy i do ciała.
Z billboardów uśmiechają się dziewczyny o jasnej jak mleko kokosowe cerze. A Tajki na potęgę kupują te nie do końca bezpieczne produkty, aby mieć porcelanową, nieskazitelną skórę. Kult jasnej karnacji w Azji trwa w najlepsze.



Nie inaczej jest w Wielkiej Brytanii. Szacuje się, że na terenie Londynu mieszkańców, których skóra nie jest biała, jest około 3 miliony ludzi (dane brytyjskiego Office of National Statistics). W odpowiedzi na rosnącą popularność zjawiska wybielania, telewizja BBC wyprodukowała dokument "Make Me White" ("Zrób mnie białym"). Jest to zatrważający obraz dążenia niebiałoskórych mieszkańców Wielkiej Brytanii do posiadania śnieżnobiałej karnacji. Za każdą cenę – nawet eksperymentowania z produktami z czarnego rynku. Efekty? Nieodwracalne uszkodzenia.

Dość zabawne jest to, jak zmieniają się standardy – niegdyś nieopalona skóra była synonimem wysokiego statusu społecznego, dziś znaczy tylko tyle, że nie byłeś na urlopie. Dość przykre jest to, że koncerny są w stanie ludziom wmówić wszystko – chociażby to, żeby na delikatną skórę twarzy nakładali żrące substancje. I jeszcze za to płacili. Wysoką cenę.
Trwa ładowanie komentarzy...