Dziennikarzu, kimkolwiek jesteś, pomóż mi

Sweden. Birmańczyk żyjący w obozie dla uchodźców na terenie Tajlandii fot. Magdalena Bukacka
Początek tego tygodnia był dla mnie wyjątkowo łaskawy. Dostałam informację, że jestem nominowana do Mediterranean Journalist Award w kategorii TV! Za nagrodą stoją mi.in. Anna Lindh Foundation i Thomas Reuters Foundation. Jury? M.in. doradca króla Maroko, libańska korespondentka The Time czy laureat nagrody BAFTA. Cel? Promowanie materiałów dziennikarskich, które dotykają problemu różnorodności – religijnej, etnicznej etc.

To wyróżnienie przypomniało mi, jak uwielbiam moją pracę. A z drugiej strony, jak bardzo czasem potrafi być przytłaczająca. Na przykład, gdy dostaję maila od birmańskiego uchodźcy błagającego o pomoc. A wiem, że dla tego człowieka nie ma już ratunku.

Swedena (na potrzeby tekstu tak będzie miał na imię, bo jego marzeniem jest zostać przesiedlonym do Szwecji) poznałam w marcu tego roku, gdy z grupą dziennikarzy z Europy odwiedzałam obozy birmańskich uchodźców na terenie Tajlandii (Nu Po i Umpiem Mai). I już tu zaczynają się schody.
Wyobraź sobie, że żyjesz w wiosce, gdzie nie ma pracy, pory roku są dwie – albo skrajna susza albo niekończące się powodzie.



Nie ma radia. Nie ma gazet. Nie ma telewizji. Kto to więc jest ten dziennikarz? Choć tego nie wiedzą, wiedzą na pewno jedno. Że strasznie chcą, aby im pomógł. I dlatego Sweden przysyła mi czasem maile. Konto ma na gmailu. Tak jak ja. W każdym tytułuje mnie „my dear officer”. Może kojarzy mnie z dobrze znanymi mu z obozu pracownikami UNHCR, a może kojarzę mu się z jakimś oficerem birmańskiej armii, do której został przymusowo wcielony?

To brutalne (nieludzkie?), bolesne (bezduszne?) i uwierające (bezlitosne?), ale będąc w obozie uchodźców, podczas każdej rozmowy trzeba pamiętać, że dla uchodźcy my - przybysze z zagranicy, ludzie o białej skórze - jesteśmy cennym łącznikiem z lepszym światem. Ale Sweden lepszego świata nigdy nie ujrzy. Każda osoba, która służyła w birmańskiej armii (nawet wcielona przymusowo), automatycznie uzyskuje status niemożliwy do zweryfikowania. Mówiąc wprost: istnieje obawa, że Sweden kogoś zabił. Dlatego Szwecji nigdy nie zobaczy.

W mailu sprzed tygodnia Sweden napisał: „mam ogromną nadzieję, że pracujesz dla nas mocno”. Może nie sprawię, że jego córeczki ukończą szwedzką podstawówkę, ale będę niosła w świat to niewypowiedziane hasło: dziennikarzu, kimkolwiek jesteś, pomóż mi.

Poniżej wiersz Swedena (fragment)

ONCE I WAS IN PEACEFULNESS

The thick cloud is covering the sky above my head,
And, the entire sight of my eye is in the darkness.
The strong wind and rain heartlessly hit my body and wet.
The bad climate gives me shiver and extreme tiredness.
As I am on my way of terrible adventure to peacefulness,
I aim to pass bitter hardships to grasp heaven like success.

Sweden
Trwa ładowanie komentarzy...